WIZJA W TRZECH WYMIARACH

Autor: Igor Stefanowicz

"Tylko Rock", nr 6/94 (str. 38)

Rush na kasetach wideo


 

Trio - gitara, perkusja, bas. Taki skład zespołu kojarzy się zwykle z ostrym, nowatorskim graniem - Hendrix, The Police, The Who, Cream. Rzadziej, jak w przypadku Rush, trzyosobowy zespół postanawia brzmieć i komponować jak cokolwiek większa orkiestra. Dodatkowo trójkę z Rush nadmuchuje do większego wymiaru oprawa koncertów. Setki świateł, lasery, dymy, ekran nad sceną - wszystko niby znane, a jednak podane inaczej...

Największe wrażenie robi video A Show Of Hands, wydane przez Polygram w 1988 roku. Dziewiędziesięciopięciominutowy monolit. Czysty, żywy koncert bez żadnych clipów, wywiadów, dygresji mogących zmącić odbiór. Koncert, który nawet lepiej ogląda się, niż słucha. Nie żeby z muzyką było coś nie w porządku. Show świetlny, laserowy, filmowy Rush dystansuje wiele widowisk tworzonych dla innych gwiazd rocka. Aparatura podąża za nastrojem, pokazuje swe możliwości nienachalnie, nieodpustowo. Jest jak żywy organizm mający dobry gust i duszę artysty. Organizm sprzężony z mózgami muzyków, odgadujący każde ich życzenie. Kiedy trzeba, wyświetla na wielkim ekranie film animowany pasujący treścią do danej kompozycji - na przykład w Manhattan Project, Marathon. The Big Money. Muzycy zaczynają i kończą koncert jako animowane postaci - bardzo sprawnie przeistaczają się w żywych ludzi i na odwrót. Urozmaicone kompozycje Rush sprzyjają zmianom nastroju aparatury. A kiedy w The Rhythm Method Neil Peart gra wspaniałe solo perkusyjne, ona - aparatura - zdaje się stukać razem z nim.

Choć ambitna muzyka Rush nie należy do moich ulubionych przebłysków geniuszu światowego rocka, to ręczę, że akurat na A Show Of Hands każdy znajdzie dla siebie kilka ciekawych momentów. Jednakże nie każdy lubi latać tuż nad powierzchnią morza zachłystując się świeżym powietrzem - a taki obrazek widzę, gdy przymykam oczy słuchając niektórych kompozycji Rush. Ja tam wolę od czasu do czasu zaliczyć głową ściankę.

Podobnym do A Show Of Hands wydawnictwem jest video Exit... Stage Left. Też koncert ale jeszcze nie z tak wspaniałą oprawą. Mówię jeszcze, bo rzecz się ukazała dzięki Channel 5 w 1986 roku. Widzimy, jak powstaje scena, słowem takie przedkoncertowe ujęcia. Słyszymy wypowiedzi muzyków wplatane w przerwach między utworami. Cóż może dostajemy więcej bitów informacji werbalnej, ale dramaturgia koncertu poszła na spacer. I chociaż trzymany przez fanów transparent zapewnia, że Rush to najlepsza grupa w naszej galaktyce, często mam ochotę przewinąć deczko do przodu. Efekty wizualne są - np. dość archaiczna animacja komputerowa w Red Barchetta. Jakby przyszło wybierać, radzę stawiać na animowane kukiełki niż panią w trampkach (taka aluzja do okładek).

I coś dla dociekliwych historyków, jak sam tytuł wskazuje - Chronicles. Co prawda oba wyżej wymienione koncerty również prezentowały materiał przekrojowy, zarówno z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ale grany tu i teraz. Natomiast dzięki Chronicles mamy okazję się przekonać, że nie tylko wokalista i basista Geddy Lee, ale także gitarzysta Alex Lifeson i perkusista Neil Peart mieli kiedyś długie włosy. Ten ostatni nawet wąsy. Co ważniejsze mamy okazję usłyszeć stare utwory w oryginalnym brzmieniu - np. The Trees z 1978 roku. Chronicles to także swoisty dokument rozwoju techniki telewizyjnej. Od fragmentów programów realizowanych kilkanaście lat temu prostymi środkami (Closer To The Heart, The Trees) po clipy z prawdziwego zdarzenia (Distant Early Warning, The Big Money, Mystic Rhythms, Lock And Key). Chronicles zawiera także utwory Tom Sawyer i Red Barchetta w wersji znanej z Exit... Stage Left. Aż dziw, że nikt nie sięgnął po fragmenty z A Show Of Hands (Chronicles wydano w 1990 roku). Widocznie na szczęście monolitu nie dało się ruszyć.

IGOR STEFANOWICZ

 


Czytaj dalej: O zespole Rush wypowiadają się polscy muzycy


[Z archiwum R]    [Strona główna]