RUSH - PLAKAT Z TYGODNIKA RAZEM

Tygodnik Razem drukował na rozkładówce plakaty wykonawców muzycznych, a na odwrocie znajdował się tekst dotyczący danego wykonawcy.

Autor: Krzysztof Domaszczyński
Data ukazania się: rok 1982 lub 1983 (brak bliższych danych)

Nadesłał Euzebiusz Jaśkiewicz


 

Chyba żaden na świecie zespół nie odegrał tak znaczącej roli dla rozwoju heayy metal we własnym kraju, jak trio RUSH z Toronto. W połowie lat siedemdziesiątych, po ukazaniu się pierwszych albumów grupy, krytycy muzyczni określili jego twórczość mianem "kamienia węgielnego położonego pod rozwój ciężkiego rocka w Kanadzie". Dla wielu starszych słuchaczy, pamiętających jeszcze nazwy zespołów tasujących się na listach przebojów w drugiej połowie lat sześćdziesiątych czy na początku minionej dekady, określenie to wydawać się może niesłuszne, krzywdzące dla takich wykonawców, jak choćby doskonale znana także i w Polsce grupa BACHMAN-TURNER OVERDRIVE prowadzona przez Randy'ego Bachmana, swego czasu lidera nie mniej znanych THE GUESS WHO. Z pewnością. Jednak działalność żadnego z tych, jak i dziesiątków innych, cieszących się tylko lokalną popularnością zespołów nie spotkała się z takim oddźwiękiem, nie znalazła aż tylu naśladowców, co trio RUSH.

Grupa ta zawiązała się w połowie 1969 roku w Toronto, w składzie: Geddy Lee - śpiew, gitara basowa, Alex Lifeson - gitara i John Rutsey - perkusja. Po kilku miesiącach prób zadebiutowała serią koncertów promocyjnych w miejscowych szkołach i klubach młodzieżowych. Były to wówczas jedyne miejsca, w których zespół mógł zaprezentować się publicznie. O występach na większych estradach nie było mowy, gdyż - mimo czynionych przez zespół starań - żadne z przedsiębiorstw impresaryjnych działających na terenie Toronto nie było zainteresowane współpracą z RUSH, do barów i pubów natomiast wpuszczano wyłącznie osoby pełnoletnie. Przepis ten dotyczył zarówno konsumentów jak i muzyków.

Na osiągnięcie odpowiedniego wieku czekali jeszcze blisko dwa lata. Pół roku później byli już jedną z najpopularniejszych grup Toronto, ściągającą na swe pubowe występy komplety publiczności. Dla członków grupy RUSH sukces ten znaczył mniej więcej tyle, co przebicie się na lokalne listy przebojów. Miasto to bowiem - jeśli wierzyć osobom, które tam były - ma tak ogromną ilość lokali rozrywkowych, że każde inne miejsce na Ziemi wygląda przy nim jak główne biuro organizacji antyalkoholowej.

Piwiarniane sukcesy zachęcają zespół do podjęcia prób nawiązania współpracy z którąś z miejscowych firm fonograficznych. Z kompletem demo tapes pod pachą odwiedzają wszystkie kanadyjskie przedsiębiorstwa muzyczne stacjonujące w Toronto i Ottawie. Niestety, bez rezultatów. Wówczas zapada decyzja zrealizowania płyty na własny koszt. Za pożyczone pieniądze wynajmują studio, w którym dokonują nagrań na swój pierwszy longplay, Rush, wydany - po wielomiesięcznych staraniach - nakładem kanadyjskiego oddziału amerykańskiej wytwórni Mercury.

Muzyka na tym longplayu, będąca w większości dziełem głównego kompozytora grupy Geddy'ego Lee nie należała może do odkrywczych, niemniej odbiegała znacznie od panujących w tym czasie w kanadyjskim rocku reguł. Jej modelem wyjściowym była fuzja najciekawszych pomysłów muzycznych i brzmieniowych zapożyczonych od LED ZEPPELIN i YES. Połączenie wpływów tych w końcu skrajnych stylistycznie grup z własnymi pomysłami przyniosło jednak z biegiem czasu interesującą, usymfonicznioną odmianę heavy metal, wyróżniającą grupę RUSH w powodzi produkcji reprezentantów ciężkiej odmiany rocka - bogactwem melodycznym, rozbudowaną aranżacją, wreszcie, poetyką lekko zabarwionych mistycyzmem tekstów. Ich autorem jest od dziewięciu lat Neil Peart, przyjęty do grupy w 1974 roku, na miejsce Johna Rutsey'a. Jego kariera muzyczna rozpoczęła się jeszcze w połowie lat sześćdziesiątych. Pracował wówczas głównie jako session-man, sporadycznie pojawiając się na koncertach z nieznanymi szerzej grupami z okolic Toronto. Pod koniec 1971 roku, nie widząc szans zrobienia kariery w Kanadzie, wyjeżdża do Wielkiej Brytanii, gdzie również nie układa mu się najlepiej. Po osiemnastu miesiącach tułaczki po klubach muzycznych i studiach nagraniowych otrzymuje propozycję współpracy z elektroniczną formacją SEVENTH WAVE kierowaną przez Kena Elliotta. Oferta nie zostaje jednak sfinalizowana. Na kilka dni przed rozpoczęciem prób Neil ulega wypadkowi i zamiast do zespołu - trafia do szpitala na skomplikowaną operację ręki. Niespodziewana przerwa w pracy zawodowej skłania go do powrotu do Toronto, gdzie momentalnie zostaje zwerbowany przez poszukujących perkusisty członków zespołu RUSH.

Debiutuje na longplayu FIy by Night (75) zawierającym obok tak znanych kompozycji jak Anthem czy Rivendel zaliczanych dziś do klasyki kanadyjskiego heavy metal dziesięciominutowy epicki utwór By-Tor And The Snow Dog, który rozpoczyna serię rozbudowanych muzycznie i treściowo wieloczęściowych, rockowych suit zespołu. Nasycony elementami ze świata czarnej magii By-Tor And The Snow Dog, będący pierwszym dziełem literackim Neila Pearta napisanym dla potrzeb zespołu RUSH, a także nietrudne do odnalezienia na płycie oznaki jego fascynacji pismem runicznym, przynoszą Peartowi miano jednego z najwybitniejszych tekściarzy w całej historii heavy metal music. (W tym miejscu warto wyjaśnić, że opiewane w debiutowej suicie i kilku innych nagraniach grupy psy By-Tor i Snow Dog istniały naprawdę i były własnością menadżera zespołu).

Elementy science fiction pojawiają się bardziej wyraźnie na trzeciej płycie grupy Caress Of Steel (76), której głównym utworem jest (znajdująca się na stronie B albumu) 6-częściowa suita Fountain Of Lamneth. Była ona - podobnie jak kilka pozostałych tytułów z tego krążka - udanym efektem innego niż dotychczas sposobu realizacji nagrań, polegającego na wielokrotnym nakładaniu partii gitar i elektronicznym preparowaniu niektórych ścieżek. Zabieg ten przyniósł co prawda szalenie efektowne "gęste" brzmienie grupy, niemniej miał jedną istotną wadę. Płytowy sound RUSH uzyskany drogą skomplikowanego remiksu był niemożliwy do odtworzenia na estradzie, co zmusiło zespół do wykreślenia ze swojego scenicznego repertuaru nie tylko Fountain Of Lamneth, ale także nie mniej popularną kompozycję The Necromancer.

Nauczony przykrym doświadczeniem zespół przystępuje do realizacji kolejnego, czwartego longplaya metodą bardziej tradycyjną. Tym razem jest nim (reklamowany podczas trzech wysprzedanych do ostatniego miejsca koncertów w Massey Hall w Toronto) album 2112 (76), z opartą na motywach powieści amerykańskiej pisarki Ayn Rand tytułową suitą, opowiadającą o życiu społeczeństwa XXII wieku, które pozbawione zostaje wszystkich instrumentów muzycznych przez rządzące światem władze. Wyjątkowo udana warstwa literacka tego dzieła, przynosi grupie zaszczytne miano "gawędziarzy muzyki epickiej", wywołując falę zainteresowania twórczością tria w Stanach Zjednoczonych oraz na kontynencie europejskim.

W czerwcu 1977 roku, unikający wszelkiej reklamy, wywiadów i fotoreporterów zespół przyjeżdża na swoje pierwsze brytyjskie tournee, połączone z promocją dwóch nowych albumów: podwójnego zestawu live All The World's A Stage (76), zawierającego nagrania dokonane w trakcie amerykańskich koncertów grupy oraz premierowego A Farewell To Kings (77). Rozpoczyna on kolejny tym razem elektroniczny etap w twórczości tria. Poszerzenie instrumentarium o dwa syntetyzatory gitarowe i mini-moog oraz nawiązanie współpracy z Davem Edmundsem i jego znanym na całym świecie walijskim studiem Rockfield, daje muzykom RUSH nieograniczone możliwości brzmieniowe. Ich efektem jest najdoskonalszy muzycznie w całym dorobku płytowym grupy, platynowy album Hemispheres (78), zaprezentowany w trakcie wielkiego światowego tournee, będącego równocześnie promocją innej, występującej wspólnie z RUSH kanadyjskiej formacji heavy metal o nazwie MAX WEBSTER.

Od wydania Hemispheres do chwili obecnej dyskografia grupy powiększyła się o cztery kolejne pozycje: Pemnanent Waves (80), Moving Pictures (81), będący jakby drugim tomem All The World's A Stage podwójny Koncertowy Exit.... Stage Left (81) i Signals (82). Wszystkie zadziwiające swym bogactwem muzycznym, perfekcją wykonawczą i - co stało się już tradycją zespołu - poetyką tekstów. W żadnym z wymienionych albumów nie znajdujemy już naleciałości z LED ZEPPELIN czy YES, z którymi przez kilka lat identyfikowano tę grupę. Jest to już jej własna muzyka, nie dająca się bezsprzecznie zakwalifikować do któregokolwiek z kierunków współczesnego rocka. Muzyka, którą - zważywszy istnienie szerokiej rzeszy naśladowców - należałby chyba nazwać rush-rock.

Oprac. KRZYSZTOF DOMASZCZYŃSKI

 


[Z archiwum R]    [Strona główna]