Grace Under Pressure


Autor: L S D

Nadesłano: 21.10.2005

 

RUSH Grace Under Pressure (1984)

1. Distant Early Warning
2. Afterimage
3. Red Sector A
4. The Enemy Within
5. The Body Electric
6. Kid Gloves
7. Red Lenses
8. Between The Wheels

produkcja: Rush i Peter Henderson

Geddy Lee: gitara basowa, opiew, syntezatory
Alex Lifeson: gitary
Neil Peart: perkusja

Po zwolnieniu ze stanowiska producenta Terryego Browna (który pomagał
Rush przy wszystkich dotychczasowych płytach), muzycy nie spodziewali się
że znalezienie jego następcy okaże się tak trudne. Ostatecznie rolę
producenta objął Peter Henderson. Nie spełnił on do końca oczekiwań
zespołu i praca w studio kosztowała muzyków wiele nerwów. Jednak jej
rezultat okazał się wyśmienity. Album tworzony w bólach na przełomie
1983/84 roku to moim zdaniem być może najważniejsza płyta Rush. Muzycy
skorzystali z tego co najlepszego wówczas miała im do zaoferowania
technika nagraniowa i połączyli to z tradycyjnym rockowym graniem. Żaden z utworów tu zamieszczonych nie przekracza 6 minut a większość oscyluje w granicy 5 minut. Nie są to jednak zwykłe piosenki bowiem na przykład w takim Afterimage dzieje się więcej niż w 11 minutowym Camera Eye z płyty Moving Pictures. Ale
całość rozpoczyna Distant Early Warning. Od samego początku zwraca uwagę
gra Lifesona. Niesamowite progresje akordowe. Nie jest to zwykłe granie
riffów opartych jedynie na przesterowanym dźwięku. Lifeson gra jakby
wyodrębniajac poszczególne dźwięki i koncentruje się na klastrowych akordach nie kolidujących z gitarą basową (podobny styl uprawiał Andy Summers na płytach The Police). Sprawia to niezwykle przestrzenne
wrażenie. Tak jest na całej płycie. Wspomniany Afterimage bardzo dużo zawdzięcza pomysłowo użytym syntezatorom które grają tu kluczową rolę w kreaowaniu nastroju ale i również gitara Alexa oscylująca w bardzo wysokich rejestrach świetnie przebija się przez dynamiczną sekcję rytmiczną. Cała kompozycja trzyma w napięciu także dzięki
tekstowi. Neil poświęcił go tragicznie zmarłemu przyjacielowi a
Geddy odpowiednio ten tekst zinterpretował i zaśpiewał z niesamowitym
wyczuciem. O ile można śmiało stwierdzić że zawsze śpiewa z pasją to tym
razem w jego głosie pojawia się jeszcze jakiś smutek i żal.
Podobne muzyczne klimaty mamy w niemal orkiestrowym Red Sector A.
Syntezatory w doskonały sposób współgrają z gitarą i ten nastrojowy fragment w środku utworu gdzie Alex zagrał chyba swoje życiowe solo, no w każdym razie zbudował taki nastrój i to bez potrzeby używania skomplikowanych technik i prędkości, ja dostaję gęsiej skórki kiedy tego słucham. To bardzo podniosły moment płyty, chyba najbardziej (chociaż podobne klimaty pojawiły się już w Afterimage i pojawią się w końcowym utworze Between The Wheels).
The Enemy Withinrozpoczyna się podniośle, po czym przeradza się w niesamowicie rytmicznąkompozycję. Brzmi to momentami jak rzecz w stylu ska, ale utwór jestzdecydowanie rockowy i tym samym Rush udowadnia że nawet grając w takiej rytmice nie odcina się od swoich korzeni.
Różnorodność pomysłów naprawdę imponująca i muszę koniecznie dodać że utwór ten jest aranżacyjnie nieco podobny to The Analog Kid z płyty porzedniej. W The Body Electric słyszymy jak gitara wyodrębnia kolejne dźwięki kształtując klimat w podobny sposób jak w otwierającym płytę Distant Early Warning i po raz kolejny przekonujemy się o niesamowitej klasie gitarzysty. Futurystyczny tekst tego utworu ma jednak coś ze znamiona znaku tamtych czasów, problemów światowych i technologicznych wpadek oraz kształtowania się polityki w oparciu o technologię nuklearną. Kid Gloves to dynamiczny rockowy numer. Ponownie
gitara "wymyśla" doskonałe melodie. Geddy modeluje swój wokal w bardzo
naturalny sposób, a należy dodać że skale w jakich się porusza są
naprawdę niesamowite. W tekście słyszymy o tęsknocie za beztroskim dzieciństwem i generalnie o tym że nigdy nie należy się poddawać (podane w bardzo niebanalny sposób jak to u Neila). Temat ten zresztą pojawi się jeszcze w utworze The Big Wheel na płycie Roll The Bones parę lat poźniej. Red Lenses to kompozycja która niekoniecznie powinna się znaleźć w tym zestawie bo chociaż generalnie brzmieniowo i aranżacyjnie nie odbiega od całości to melodycznie skręca w zupełnie inne rejony. Pojawiają się bluesowe motywy tu i ówdzie przeplatane awangardowymi zagrywkami Geddyego. Do tego te zagrywki to nic innego jak zżyna z utworu The Police Too Much Information. Bardzo lubię The Police i lubię też blues ale nie zawsze da się te obie sprawy połączyć, tutaj wyszło coś na kształt hybrydy (ale może też był taki zamysł).
Na koniec Rush serwuje nam numer Between The Wheel, który to rozpoczyna się od orkiestrowej partii syntezatorów, partii która towarzyszy nam w zwrotkach i na
zakończenie kompozycji. Wogóle jest to dosyć zróżnicowany utwór. Raz wolniejszy
innym razem przespiesza nadając niesamowitej dynamiki. I jeszcze to
cudowne solo Lifesona, które doskonale obrazuje mój pogląd na muzykę Rush i to dlaczego tak uwielbiam ten zespół. Za takie momenty właśnie, a tych nie brakuje na całym albumie.
Jest w tym wszystkim energia, jest w tym radość grania, i w sumie trudno
uwierzyć że sami muzycy z tej sesji zbyt zadowoleni nie byli. Płyta doskonała i naprawdę podejdźmy do niej bez uprzedzeń, nawet ci co uważają że Rush to przede wszystkim lata 70 mogą zakochać się w tych dźwiękach i nawet jeśli w dalszym ciągu będą woleć wcześniejsze nagrania tria to i tak z przyjemnością sięgną po to 40 minutowe cudeńko, no a dla mnie to najlepszy album supertria z Toronto i stawiam go zdecydowanie najwyżej z wszystkich płyt Rush. Dzięki chłopaki!

L S D



 


[Opinie]    [Strona główna]