Recenzja Vapor Trials

Autor: ślusarz

Nadesłano: 6.11.2004


 

"Vapor Trails" to prawdopodobnie jedna z najbardziej kontrowersyjnych płyt roku 2002. Fanów trójki z Kanady, "Rush", podzieliła jak żaden inny album zespołu. Muzycy po wielu personalnych problemach Neila Pearta, perkusisty kapeli, po kilku latach przerwy wrócili do wspólej gry i postanowili nagrać płytę bez pomocy syntezatorów, które dotąd często urozmaicały brzmienie utworów. Przez to powstał krążek hard-rockowy, powalający energią i masą pomysłów... Utwór rozpoczynający wydawnictwo to "One Little Victory"- bez wątpienia jeden z najmocniejszych i najcięższych utworów w całej, bardzo rozmaitej dyskografii zespołu. Perkusyjny wstęp i riff Alexa mogłyby zdobić nie jeden metalowy krążek. Już po pierszej minucie słychać zmiany w brzmieniu- gitary zagłuszyły bas i zdominowały kompozycje. W niektórych miejscach słychać nawet trzy gitary- na szczęście, jednak jest jeszcze tyle miejca by bas i perkusja równierz miały miejsce do popisu. Niestety "One Little Victory" to jeden z niewielu utworów z "Vapor Trails", na którym słychać solo Alexa- i tak dosyć krótkie i mało wyraziste. Na szczęście brak popisów Lifesona zupełnie nie przeszkadza w słuchaniu dalszych kompozycji... Drugi utwór to kolejny, po "One Little Victory" mój faworyt na tej płycie- zaskakuje świetny wokal Geddy'ego i jeszcze lepsze jego solo basowe- to tylko dowód, że to bez wątpienia jest jednym z najlepszych instrumentalistów na świecie. "Ceiling Unlimited" to prawdziwe cudo. "Ghost Rider" to niepokojący i mroczny utwór ze świetnym wstępem basu i genialną perkusją. Ciekawy tekst opowiada o przeżyciach Neila Pearta podczas wypraw motocyklowych. "Peaceable Kingdom" to kolejny basowo- gitarowy majstersztyk, ze świetnym refrenem i tekstem. Początek tej płyty to absolutnie genialna muzyka, która zawładnęła mną na długo. O "The Stars Look Down", "How It Is" i "Vapor Trails" nie będę się rozpisywał- to dobre utwory, w których każdy znajdzie coś dla siebie, ale emocje po swietnym początku albumu nieco stygną. Aż do "Secter Touch", "Earthshine", "Sweet Miracle i "Nocturne"- ze świetnym tekstem i wokalem Geddy'ego- i ciekawą perkusją Pearta. "Freeze" i "Out Of the Cradle" to solidne zakończenie płyty- melodyjne, technicznie doskonałe dwa świetne kawałki... "Vapor Trails" to ponad godzina rockowej muzyki- nie można mówić, że to prog-rock, czy art-rock- takiej muzyki można szukać na "Moving Pictures", czy wielu innych płytach zespołu, a "Vapor Trails" to coś pośredniego. Tutaj muzycy postanowili oddać słuchaczowi muzykę, w której słychać inspirację takimi zespołami jak chociażby Led Zeppelin (Czyżby chęć powrotu do dawnych lat?). Jednak nawet bez syntezatorów spod rąk Geddy'ego Lee, Alexa Lifesona i Neila Pearta wychodzą zawsze piękne dziwięki, które docierają prosto do serca. "Vapor Trails" to swietny, wyważony i przemyślany album, który potwierdza, że muzycy Rush to mistrzowie swoich instrumentów i pisania genialnych utworów.
Ocena: 9/10

ślusarz

 


[Opinie]    [Strona główna]