VAPOR TRAILS - RECENZJA

Autor: Tomasz Piasecki

Nadesłano: 3.08.2002


 

Moja ocena płyty Vapor Trails w skali od 1 do 6 - 1 i 1/2. To 1/2 ze względu na The Stars Look Down. Kiedyś mój przyjaciel zapytał mnie czy Rush ma w swoim dorobku jakiś dłuuugi utwór, podobnie jak jego idole z The Doors z utworem The End. Byłem dumny, że mogłem mu przedstawić moje opowiadanie - Xanadu. Czym mam się teraz chwalić przed przyjaciółmi? I nie chodzi tylko o długości utworów. Czy ktoś pamięta jeszcze utwory takie jak YYZ? Jestem rozczarowany i smutny. Do każdej płyty chce mi się wracać - w zależności od nastroju - do Vapor Trails będę wracał najrzadzej... Ludzie, którzy oceniają dobrze tę płytę albo nie znają całego dorobku zespołu, albo nie ma w nich za grosz wrażliwości i po prostu nie umieją słuchać. Brak mi na płycie utworów typu The Camera Eye, które miały swój początek, rozwinięcie i zakończenie; były jak opowiadania. Właściwie wystarczyło posłuchać kilka razy płyty, żeby poznać tekst. Tym razem nie zamierzam się wsłuchiwać, bo nie ma w co. Być może jest to jakiś rodzaj muzyki, który przemawia - do mnie nie! Ostatnią dobrą płytą Rush była Counterparts, później same rozczarowania. Wyjątkiem jest solowy album Geddy'ego. Jaki z tego wniosek? Było super, kiedy gitara Alexa robiła wszystko co potrzebne dla utworu - była jego tłem, a w odpowiednim momencie została wypuszczana by odegrać solo, które rzucało na kolana. Już płyta Victor była niepokojąca. Nie przypuszczałem, że to będzie płyta Lifesona, bo odnosi się wrażenie, że głównym kompozytorem wszystkich utworów był właśnie on. Jeśli zdarza mi się nucić jakiś utwór Rush, to albo jest to po prostu linia melodyczna, albo dźwięki gitary basowej. Zawsze kiedy kupowałem kolejną płytę przeszywał mnie dreszczyk emocji, jakie tym razem dźwięki wleją się do moich uszu i zaskoczą, przeszyją dreszczem, spowodują, że przeniosę się na kilkadziesiąt minut w zupełnie inny świat. Słuchałem tej płyty kilka razy, za każdym razem myśląc, że coś się wydarzy, że coś do mnie przemówi - nie przemówiło. Geddy mówi w wywiadach, że nie traktuje już swojej gitary z podejściem wirtuozera lecz jak instrument. Myślę, że pewne zmiany w charakterze i osobowości człowieka przechodzą z wiekiem... Bardzo się zastanowię nad kupnem kolejnej płyty, o ile zostanie w ogóle wydana i nie będzie albumem koncertowym. Nie ma się co oszukiwać. Dla dobra zespołu lepiej byłoby, gdyby zakończyli karierę i zapadli w pamięci słuchaczom jako jedyny zespół w historii muzyki rockowej, który wyznaczył swój własny kierunek w muzyce.

 


[Opinie]    [Strona główna]