RUSHIAN ROULETTE

Artykuł i wywiad z Geddym Lee przeprowadzony po wydaniu albumu Roll The Bones

Autor: Howard Johnson
Tłumaczenie arytkułu zamieszczone w polskiej edycji pisma Metal Hammer, prawdopodobnie w roku 1991 (nie znam dokładnie numeru pisma)

Nadesłał Euzebiusz Jaśkiewicz


 

RUSHIAN ROULETTE

Stwierdzenie, że Rush za niebywale ciekawe osiągnięcia, to mało. By to zrozumieć trzeba mieć charakter polityka, który nie lubi przesady. Tak przynajmniej twierdzi Geddy Lee. Howard Johnson rzuca tytułowe kości i ma same szóstki.


Gdzieś w Kanadzie jest teraz godzina 9.45. W tym momencie Geddy Lee, basista i wokalista kanadyjskiego triumwiratu o nazwie Rush, połyka całą dumę gwiazdy rocka i sam wykręca numer telefonu. To wszystko dzieje się naprawdę rano! Geddy nie ma czasu na tradycyjne, gwiazdorskie, rockowe rozmyślania przed południem. Jednak każdy, kto miał okazję chociaż na krótko poznać Rush, wie, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Droga jaką wybrał Rush od dawna nie pokrywa się ze standardową karierą w rocku. To mnie w tym zespole intryguje. Dzisiejszy Rush to diametralnie inna i trudna do zdefiniowania bestia w niczym nie przypominająca pozostałych, pompatycznych artystów. Najwowszy album Roll The Bones nie odbiega zawartością od trendu jaki pojawił się w karierze Rush wraz z wydaniem w 1982 r. płyty Signals. Jest to przykład technorockowych miksów z subtelną, wycyzelowaną linią melodyczną, co w sumie daje kolejną, bogatą wewnętrznie płytę, która nie zważa na stan duchowy potencjalnych słuchaczy. Ktoś chce ją nazwać sterylną muzyką? Nie mówcie tak nigdy gdy obok jest Geddy! Czy zdarza ci się wspominać okres związany z płytą 2112 i zastanawiać się, co się dzieje z tym facetem, który spogląda z tej okładki? "Staram się zawsze zwracać uwagę na elementy rockowe w naszej muzyce" - mówi Geddy spokojnym, rozsądnym i pewnym siebie głosem. "Rozumiem jednak co masz na mysli. Bycie w grupie rockowej jest dla mnie bardzo ważne, bo dodaje dużo animuszu jaki płynie z tworzenia muzyki rockowej. Bardzo podoba mi się, że nasz zespół to tylko nas trzech i cała nasza energia. Tym samym zachowujemy oryginalną koncepcję z jaką zaczęliśmy na początku. Zmiany były w karierze Rush bardzo ważne i uważam, że ciągle się zmieniamy. Kiedy myślę o dawnych czasach, często zastanawiam się jak to się stało, że jakoś przez to przeszliśmy. Narzuciliśmy sobie takie szaleńcze tempo związane z trasami koncertowymi i nagraniami studyjnymi, że jestem wręcz zaskoczony faktem, iż nadal mogę się uważać za normalnego człowieka!" 2112 i wizerunek nagiego mężczyzny skulonego przed potężną, czerwoną gwiazdą. Ten emblemat był wyszyty na dżinsowych kurtkach fanów na całym świecie, co świadczyło o prawdziwej epidemii popularności Rush. "To dziwne" - odzywa się Geddy. "Jeśli chodzi o Rush, to nastąpiło tyle zmian, że obecnie naszą publiczność koncertową tworzą bardzo dziwni ludzie. Przez te wszystkie lata mieliśmy wielu fanów, którzy w dawnych okresach byli zafascynowani lub zdegustowani tym co akurat robiliśmy. To był rodzaj ruchomego piasku, ale z drugiej strony mamy sporo takich fanów, którzy są z nami od lat, bo ciągle intryguje ich to, co dalej wymyślimy".

Tak się składa, że wszystkie subiektywne osądy działalności Rush w oczach ich fanatyków oparte były jedynie i wyłącznie na muzyce zespołu. Nie chodzi o to, że Lee, gitarzysta Alex Lifeson i perkusista Neil Peart stronili od prasy. Oni raczej nie zwracali na siebie uwagi.

"Mam wrażenie, że mój dylemat prasowy polega na tym, że ciągle sobie zadaję pytanie: 'Czy to co mam do powiedzenia jest rzeczywiście TAK ciekawe?' Opowiadanie o sobie jest nudnym zajęciem, a kiedy ma się do zrobienia 30 czy 40 wywiadów, to na myśl o tym nie podskakuję z radości do góry!"

Czy jednak nie starasz się nigdy spojrzeć na to z punktu widzenia fanów, którzy mogą być spragnieni nowych informacji na temat zespołu? "No jasne. Myślę że fani mogą czuć się sfrustrowani. Sam wiem, że jeśli kimś się interesuję, to chcę gdzieś przeczytać o nim jak najwięcej. Trzeba jednak umieć znaleźć równowagę i zrozumieć potrzebę zachowania własnej prywatności, pewnej samoobrony. To zabawne, że czym dłużej jesteśmy w tym businessie, tym większą przyjemność sprawia nam mówienie. Nikt z nas nie ma nic przeciw przyjemnej rozmowie o muzyce, ale czasami zdarzają się takie wykańczające sytuacje, jak siedzenie naprzeciw dziennikarza, który jest w pracy." Nie biorę tego za osobisty przytyk. A tak poważnie, to Geddy otwiera się, kiedy zaczynamy poważną dyskusję o płycie Roll The Bones. Ten człowiek żyje swoją muzyką, tak bardzo jak jest to możliwe. Czy z tego powodu jest czasami nudny? Nie. Poważny, ale nie nudny. Sama natura intensywności, jaką posiada Rush stawia ten zespół z dala od codziennych rockowców. Wiadomo nadto, że gdy Neil Peart skomplikuje swoją wypowiedź na temat nowej płyty słowami: "Musimy pamiętać wyroczni Nike, greckiej bogini zwycięstwa", to zaraz dorzuci do tego słowa: "Nike, te kiepskie buty sportowe". Tak z zawiłej retoryki systemu słonecznego Neil schodzi prosto na ziemię. Geddy jest szczęśliwy gdy mówię mu, że autentycznie czuję w muzyce Rush z roku 1991 pewne piękne niedopowiedzenie. Nie mam zastrzeżeń do poszczególnych instrumentów, wszystko jest bez zarzutu. Jednak całość, z mocno zaakcentowanymi wokalami, jest specyficznie wstrzemięźliwa. "Chyba po raz pierwszy ktoś znalazł w naszej muzyce 'niedomówienia'", zaśmiał się Geddy. "Nie znaczy to że się z tym nie zgadzam, to kwestia własnego spostrzeżenia. Roll The Bones ma pewien związek z poprzednią płytą Presto, to kolejny krok naprzód. To co mnie w tej płycie zachwyca, to większa melodyjność wokali, której dotychczas nie było. Myślę, że na każdej nowej płycie znajdujemy pewną sferę, której poświęcamy więcej uwagi niż innym. W przypadku Roll The Bones skoncentrowaliśmy się na stronie wokalnej.

Wiele czasu poświęciłem na pisanie partii wokalnych i to w pierwszej fazie komponowania utworu. Było to dla mnie coś zupełnie nowego. Mam wrażenie, że śpiewanie sprawia mi teraz większą przyjemność niż kiedykolwiek. Praca nad tą płytę była dla mnie zarówno interesująca jak i przyjemna."

Czy przyszło ci kiedyś do głowy, że bardziej zdecydowana linia melodyczna w takich numerach jak Dreamline, The Big Wheel czy Bravado może przynieść grupie Rush jeszcze większy sukces niż dotychczas? Czy w sumie był to w pełni świadomy zabieg?

"Szczerze mówiąc, aspekt komercyjny nie był brany pod uwagę. Nasze płyty z reguły, rozchodzą się w takim samym nakładzie. Czasami trochę więcej, czasami trochę mniej. W studio, podczas pracy, nie ma czasu na zajmowanie się tym tematem. Zastanawiam się często czy gdybyśmy byli młodym zespołem, który próbuje dopiero podpisać kontrakt płytowy, czy z taką muzyką jak nasza, ktoś by się na nas zdecydował. Jest to czysta spekulacja, ale ja mam nadzieję, że znalazłby się ktoś o niezależnym spojrzeniu, kto dałby nam szansę. Jestem przekonany, że zawsze znajdzie się ktoś. kto chce iść pod włos panującej modzie, zarówno muzycznie jak i w sprawach businessu."

Skoro mówimy o muzyce zamierzam wysondować, czy Geddy jest zainteresowany tym co się dzieje na rockowym rynku, z którego Rush kiedyś wyrósł, ale wieki temu porzucił.

"W tym wypadku jest podobnie jak z innymi gatunkami muzyki. Są rzeczy, które do mnie przemawiają i takie, na które jestem obojętny. Ostatnio mam przedziwne zainteresowania. Słucham bardzo różnej muzyki - od heavy metalu po muzykę hawajską. Wierzę, że rozwój własnej muzyki jest możliwy tylko wtedy, kiedy czerpie się inspirację z bardzo różnych źródeł. Wtedy muzyka staje się zlepkiem przeróżnych dźwięków. Nadal lubię sobie zaaplikować sporą dozę hard rocka. Niedawno słuchałem nowej płyty grupy Metallica i uważam, że jest fantastyczna. Spodobała mi się inteligencja bijąca z tekstów i nowe podejście muzyczne. Sami zawsze bardzo zwracamy na to uwagę na naszych płytach, szczególnie na teksty."

Tak, na płycie Roll The Bones słychać pewne ukierunkowanie tekstowe. "Pierwszy wpadł na to Neil, a później temat ten wciągnął nas wszystkich. Większość utworów mówi o ryzyku jakie zdarza się w różnych sytuacjach w życiu. Roll The Bones to zaadoptowane przez nas powiedzenie starych, amerykańskich hazardzistów z Południa. Oni mówili 'roll dem bones' i chodziło o grę w kości. To była okazja do ryzyka. Podobny element ryzyka spotykają w swoim życiu muzycy, szczególnie podczas pisania nowego utworu. Czuje się dreszczyk emocji gdy walczy się z nutami, które układają się w świetną piosenkę. Najważniejsza jest ta iskra emocji. Nauczyliśmy się tego od naszego producenta Ruperta Hine'a. To dzięki niemu doceniliśmy pewne nieskrępowanie w graniu, to on otworzył nam oczy na to, że można grać zbyt dokładnie, co powoduje pewną sterylność brzmienia. Myślę, że Roll The Bones to pod wieloma względami nasza najbardziej ludzka płyta. To jest klucz do mojego obecnego zadowolenia."

Zadowolenia gdzie? W Kanadzie? A tak poważnie, to powstaje pytanie, czy zespół będzie promował nową płytę w Europie serią koncertów. Ostatnio nie mamy zbyt wielu okazji do podziwiania Rush na scenie. "Taak. wiem o co ci chodzi. Szczerze mówiąc, najpierw planujemy tournee u siebie, potem w USA. Mamy nadzieję wylądować w Europie na wiosnę przyszłego roku. Mnie ta pora bardzo odpowiada. Bo chyba nie ma lepszej. Wtedy w Europie jest tak pięknie."

Kiedy byliście w Anglii ostatni raz, pokazaliście bardzo spektakularny show, to były chyba najlepsze lasery jakie widziałem w życiu. "Cóż, tym razem postaramy się zaskoczyć wszystkich nieco innymi trickami i efektami. Animacja komputerowa to coś co nas pociąga i na pewno będziemy się nią posługiwać. Chcemy pójść na pewne ryzyko."

To oczywiste. Rzućmy kości i zobaczymy co z tego wyniknie.

 


[Z archiwum R]    [Strona główna]